miniorki blog

Twój nowy blog

Blog zarósł mchem, a Laurka coraz ciekawsza. Miałam pisać od nowego roku, potem od urodzin Laury, to teraz niech będą Walentynki. Na swoje usprawiedliwienie mam to,  że zostałam zupełnie zagadana. Szczerze mówiąc, kiedy czytałam np. Zimno, zastanawiałam się często, czy dziewczyny nie ubarwiają tych scenek. Teraz wiem, że dzieci naprawdę bywają tak rezolutne. 

Wiele tekstów Laury już umknęło, postaram się złapać niektóre dla siebie i dla niej.  Kiedy zapyta -mamo, jaka byłam jako trzylatka, będę mogła podrzucić jej parę anegdot. 

Tak jak w tytule – okropnie stare zdjęcia. Jak stare?

Ach ta minka:

To na pewno da się zjeść:

Jej, chyba chodzi:

Potrafi być twarda:

Kabanos, kabanos:

Czasem do jedzenia bywa tylko papier:

Nie zawsze podziela upodobanie do przytulania:

Bidet jest świetny do mycia rączek:

Z mamą jest wesoło:

Kąpiel:

Poranny drink:

Rozważna i poważna:

U ciotki Gogi

1 komentarz

Dzisiaj byliśmy u Gogi. Było to drugie spotkanie Jaśka i Laurki. Spotkali się po ponad roku, dla nich to prawie jak w innym życiu. :)
Nie byli jeszcze zbytnio zainteresowani sobą, ale przynajmniej czasem zwracali na siebie uwagę.
Laurka polubiła zabawki Jaśka. Ona koniecznie chciała dotknąć każdego samochodu, sprawdzić jak wszystko działa, jemu się to nie bardzo podobało. Laurka nawet raz oberwała pluszową krową w głowę i swoim zwyczajem zupełnie to zignorowała. Przeszła do ataku wdziękiem. Goga też dzielnie tłumaczyła synowi, że dziewczynka obejrzy i odda.
Pod koniec wizyty Jasiek zaczął ulegać czarowi Laurki – zniknęli w sypialni, gdzie on siedział na łóżku i się przyglądał, a ona pokazywała mu jakieś klocki. Przed wyjściem pozowali razem do zdjęć, a Jasiek bez protestów dawał się obcałowywać.
Dziewczyna zagadała i wyprzytulała chłopaka. Dobrze to wróży przyszłym kontaktom.

Laurątko tak słodko mówi: mamusiu, tatusiu, ciociusiu.
Zawsze jest gotowa podzielić się tym co ma.
Podobno dwuletnie dzieci chcą, żeby wszystko było ich. Trzeba je uczyć, żeby się dzieliły. Laura sama z siebie dba o nas.
Zawsze pilnuje, żebyśmy też mieli coś do jedzenia, czy picia. Jarek nalewa sobie herbaty, to natychmiast wyciągnięty paluszek wędruje w stronę mojej szklanki: mamie też.
Mówi też mamusiowi; tatusiowi i mamusiowi. :)
Nie wiem, po kim ona ma takie dobre serduszko. Nie uczyliśmy jej bycia taką dobrą i uczynną. Proszę i dziękuję przyszło jej zupełnie naturalnie.

Laura kocha wszystkie zwierzątka – obcałowuje i przytula wszystkie, które wpadną jej w ręce – żywe, pluszowe i obrazkowe. Całuje na dobranoc ilustacje w książeczkach, wieszaki w łazience, kosz na śmieci w kształcie żaby, a nawet pieska i kotka na pieluchach.
A jak coś jeszcze jest milutkie, to już w ogóle szał. Milutki może być nawet kawałek filcowej podkładki. Mamusia na szczęście też jest milutka. :)

A jak Laura mówi: mamusiu Gabusiu, to już zupełnie się rozpływam. :)
Przez większość czasu Laura jest dzieckiem topiącym serce, ale też powodującym zadyszkę. Nadążyć za jej słowotokiem i małymi nóżkami bywa naprawdę ciężko. Taka słodka kulka energii.

Laurątko jest niezwykle otwarte na ludzi, mimo tego, że pzebywa przeważnie z opiekunką, a nie w grupie.
Potrafi podbić serce prawie każego.
Poszliśmy do najbliższego sklepu – Laura natychmiast dostała od właścicielki lizaka, stertę komplementów (nawet jej powiedziała, że nigdy tu jeszcze nie zaglądała, bo takiej ślicznej buźki by nie zapomniała), a pani robiąca zakupy zaproponowała jej adopcję (nawet synek nie miał nic przeciwko, tylko zapowiedział, że pokojem się nie podzieli). Przy następnej wizycie Laurka poszła już z panią na huśtawkę, podczas gdy my robiliśmy zakupy. W drugim sklepie zdążyłam się odwrócić, a już jakiś pan grał z nią w kosi, kosi, łapki.
Na spacerze znowu jacyś państwo chcieli zabrać Laurkę. Złapała wózek z ich dzieckiem i przeszła spory kawałek, zanim zdecydowała się wrócić do rodziców.

W sobotę poszliśmy do sąsiadów, na wieczorek zapoznawczy. Już mamy deklarację, że Laurka może z nimi zostać, gdybyśmy chcieli gdzieś na trochę wyskoczyć. Laura była chodzącą słodyczą – przytalała się do ich milutkiej pufy, wchodziłą na kolana, rozdawała buziaki, zagadywała i uśmiechała się.

Większość ludzi nie może wyjść z podziwu, że jest tak kontaktowa, śmiała, bezpośrednia.
Tak zwane „cygańskie dziecko”.
Laura kocha cały świat i wierzy, że wszyscy ją pokochają. Jak jej powiedzieć, że nie wszyscy są dobrzy, nie zabijając tej radość z poznawania świata?

Niespodzianka

1 komentarz

Po przeprowadzce wyjęliśmy z łóżeczka Laurki szczebelki. Teraz może swobodnie wchodzić i wychodzić z łóżka.
Trochę to chwilowo skomplikowało proces zasypiania. Delikwentka może z wrzaskiem uciekać i twierdzić, że nie jest śpiąca. W związku z tym ważne stało się dokładne zamykanie drzwi. Co prawda stuka w nie tym, co ma akurat pod ręką, ale przynajmniej nie wyjdzie. ;)

Wieczorem problemów nie ma, ale w dzień jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia, że drzemka staje się niepotrzebna, mimo, że oczy się kleją. Kilka minut protestu po zamknięciu i kładzie się sama spać. A przecież może się bawić w pokoju sama.

Wczoraj akurat wieczorem Laura nie miała ochoty usypiać. Trochę pohisteryzowała pod drzwiami, w końcu ucichła. Rano J. mnie zapytał, czy Laura w ogóle śpi w łóżku, czy padła wycieńczona na podłogę. Zajrzałam, grzecznie leżała w łóżku, wyglądała na śpiącą już lekko, więc się wycofałam nie dociągając za sobą drzwi.
Potem kręciliśmy się po dole, od strony Laury nie dochodziły żadne dźwięki.
W końcu przed samym wyjściem J. poszedł na górę po komórkę. Będąc na ostatnim schodku usłyszał „łaaaa”. Córeczka się zaczaiła przy balustradzie i wyskoczyła w odpowiednim momencie. Sprytne dziecko postanowiło wykorzystać okazję, cichaczem się wymknąć z pokoju i nastraszyć któregoś z rodziców. Ciekawa jestem jak długo czekała.

Schody

3 komentarzy

Mijają już trzy tygodnie od naszej przeprowadzki.
Pierwszy tydzień to był szał – Laurka w ogóle nie spała w dzień. Zbyt zajęta była oglądaniem,zaglądaniem w każdy kąt, odwiedzaniem rybek w bawialni i schodami. Schody budziły niekończący się zachwyt.
Któregoś dnia pół dnia spędziła wchodząc po schodach, a potem z nich zjeżdżając. Laura jest towarzyska, więc przeważnie trzeba było zjeżdżać z nią. A poza tym, na szczęście, jest ostrożna i sama do schodów rzadko się zbliża. Woła, że chce wejść, czy zejść i trzeba ją obserwować.
Czasem rodzinnie zjeżdżamy ze schodów, bo jest wezwanie - mama obok, tata obok. :)
Robiliśmy „a kuku” przez barierki, dawaliśmy buziaki w wolnych miejscach, raz nawet się zaklinowała w węższym miejscu.

Teraz zapał wyraźnie ostygł, schody zaczęła traktować użytkowo, nie rozrywkowo.
Nawet wchodzić jej się nie zawsze chce.
Staje na pierwszym, drugim schodku, unosi rączki i mówi: szybciej będzie. :) 

Ząbki

Brak komentarzy

Laurka pokochała mycie zębów. Miewa dni, kiedy próbuje się wykręcić, ale zazwyczaj myje chętnie, tyle że wolałaby sama. Mamy więc układ taki, że rano myje sama, a wieczorem tatuśdokładnie przegania robaczki. Kiedy miała okres ząbkowego buntu i nie bardzo chciała myć, wymyśliłam historyjkę o robaczkach, które sobie imprezują na jej ząbkach i jak się ich nie przegoni, to będą tańczyć i spać nie dadzą.

Pytam Laurkę parę dni temu: co jest potrzebne do mycia zębów? (mając na myśli szczoteczkę i pastę – a w dalszym rozumowaniu, żeby je przyniosła). Dzieci mają jednak inny tok myślenia. Odpowiedź brzmiała: mamusia i ząbki.

Laurka bardzo pilnuje, żebyśmy też chodzili umyci. Któregoś dnia rano tata wychodzi spod prysznica, a Laura go dopada i woła: -rączki obmyć, rączki obmyć. Otrzymuje odpowiedź, że tata wyszedł właśnie z kąpieli, wszystko ma umyte, rączki też. Na to Laurka po sekundzie zastanowienia: to ząbki umyć.

Wieczór, Laura się pokłada. Pytam, czy chce jeszcze coś zjeść.
Nie, jeść nie, pić nie.
To idziemy spać.
Nie, pać nie.
To co chcesz robić?
Ząbki umyć.

W ogóle jednym ze sposobów przedłużania momentu położenia jest maniakalne mycie zębów. Jecze ząbki, jecze myć, jecze.

Rano oczywiście wita się ze szczoteczką, wita się z pastą. Woła maziajka jecze, jecze, dobla pasta. Umyć szczoteczkę, odłożyć, o tu, umyć rączki, wytrzeć rączki. Każda czynność musi zostać dokładnie skomentowana.

Marta mówi

1 komentarz

Na minimini jest taka bajka: Marta mówi, o gadającym psie.
Laura mówi jeszcze więcej niż Marta. :) A co mówi? Wszystko. :)
Świergocze od wschodu do zachodu słońca. Nawet jak je to monologuje. Mówi bardzo ładnie. Oczywiście bywają problemy z rozumieniem pojedynczych słów, ale ogólnie od razu wiadomo o co jej chodzi. Nie ma swojego języka, hermetycznych zdrobnień i spieszczeń. Wszystkie wyrazy wypowiadane są wyraźnie i w poprawnej formie. Nawet przez przypadki odmienia.

Typowy monolog/dialog brzmi mniej więcej tak:
- cześć Mała
- cześć mama, buzi

- rączki obmyć, ząbki obmyć, o jest pasta, cześć pasta, nałożyć, o ścioteczka, buzi ścioteczka, dobra pasta, mniammniam, już umyte
- o ziabka, pocałować ziabkę, mama też, tata też, tatusiu gdzie jesteś?, choć tatusiu pocałować ziabkę, o tak, dobzie, papa ziabko
- o mlecko, doble mlecko, ziobacz mlećko, o już nie, mamaa zabierz mlećko, dziekuje
- mandajynke, mandajynke, obrać, o taak, jecze, jecze, dobla mandajynka, mama też mandajynkę, kójka nie, kójka nie, wyrzucić kójkę, o tak, kosz, kójka papa, cześć koszyczku, weź kójkę, papa koszyczku, zamnkąć, mama kójka w koszyczku
- teraz mamusia am, mamusiuuu, usiądź, chodź, mamusiu, a tata gdzie? tata też usiąść, tatusiu, o jesteś tatusiu, buzi
- tatusiuu pić, kubusia, o jest kubuś, cześć kubusiu, dobly kubuś, kubusia już nie, postawić
- o ciocia Kicia, buzi, choć do jybek, mama tata papa, buzi

Biega, skacze, gada i przeważnie jest przesłodka. Miewa swoje humorki, ale rzadko.

Jej, tyle czasu nie pisałam, że nie wiem od czego zacząć.
Taki syndrom jak z opowiadaniem co słychać dawno nie widzianej znajomej. Jak rozmawiasz z kimś dość często, to opowiadasz co się dzieje na bieżąco i wszystko układa się w historyjki- o tym, że poszłam nie na te przystanek i czekałam potem godzinę na autobus, o tym, że dziecko miało gorączkę, ale po 2 dniach przeszła, o smacznym obiedzie.
A jak  kogoś spotykasz, powiedzmy po 2 latach, to na pytanie co u Ciebie odpowiadasz: w porządku, praca ta sama, mąż ten sam, dziecko zdrowe, dom kupiliśmy. Te wszystkie drobiazgi gdzieś ulatują, bo przecież nie będziesz opisywać każdego przejścia z ekipą remontową i kłótni z mężem. Na bieżąco opowiada się zupełnie inaczej.
I właśnie tak zapędziłam się tutaj – na bieżąco coś się działo, ale chciałam opisać trochę wstecz, żeby nie uciekło, potem to bieżące robiło się stare, opowiadanie po dwóch miesiącach jak Laura powiedziała pierwsze zdanie nie miało sensu i jakoś tak zrobiła się czarna dziura.
Teraz postaram się utrzymywać niewielkie odstępy czasowe. Jednak, żeby znowu się nie przywalić nadmiarem tematów, z których niczego w końcu nie wybiorę, będę pisać po prostu dalej. Dotychczasowe osiągnięcie Laury pojawią się może zbiorczo w kilku notkach, teraz skoncentruję się na codziennych scenkach. Na pewno nie oddadzą w pełni uroku Laurki, bo trzeba usłyszeć jej intonację, brzmienie głosu, zobaczyć miny, żeby się rozpłynąć. ;)
Natomiast zdjęcia będą nie wiadomo kiedy. Praktycznie codziennie Laurkę fotografuję, ale zdjęciami zarządza tatuś, a on w ogóle nie ma czasu i zdjęcia leżą sobie w folderach nieuporządkowane. Ostatnie przejrzane są z września.

Skrótowo mogłabym opisać 24 miesięczną Laurkę tak: waży ciągle ledwo 10 kilo, w rozmiar 6-9 już się prawie nie mieści ;) (na szerokość rzeczy dobre, ale za krótkie), jest dość zdrowa, wciąż słodka i grzeczna z niewielkimi wyjątkami, buntu dwulatka w formie trudnej do zniesienia nie zaobserwowano, gada jak najęta – jak nie śpi to się prawie nie zamyka.

Czy te wiadomości wystarczą na następne 3 miesiące?


  • RSS