księga gości



żon

bziuum!
gogenzola
vestigia
ds
Dorota
foksal


2012
luty
2011
kwiecień
marzec
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień


Walentynkowy powrót
Blog zarósł mchem, a Laurka coraz ciekawsza. Miałam pisać od nowego roku, potem od urodzin Laury, to teraz niech będą Walentynki. Na swoje usprawiedliwienie mam to,  że zostałam zupełnie zagadana. Szczerze mówiąc, kiedy czytałam np. Zimno, zastanawiałam się często, czy dziewczyny nie ubarwiają tych scenek. Teraz wiem, że dzieci naprawdę bywają tak rezolutne. 
Wiele tekstów Laury już umknęło, postaram się złapać niektóre dla siebie i dla niej.  Kiedy zapyta -mamo, jaka byłam jako trzylatka, będę mogła podrzucić jej parę anegdot. 


miniorki 2012-02-14 23:10:50
skomentuj (4)
Skandalicznie stare zdjęcia
Tak jak w tytule - okropnie stare zdjęcia. Jak stare?

Ach ta minka:





To na pewno da się zjeść:





Jej, chyba chodzi:





Potrafi być twarda:





Kabanos, kabanos:




Czasem do jedzenia bywa tylko papier:





Nie zawsze podziela upodobanie do przytulania:





Bidet jest świetny do mycia rączek:





Z mamą jest wesoło:





Kąpiel:





Poranny drink:





Rozważna i poważna:








miniorki 2011-04-12 00:57:24
skomentuj (5)
U ciotki Gogi
Dzisiaj byliśmy u Gogi. Było to drugie spotkanie Jaśka i Laurki. Spotkali się po ponad roku, dla nich to prawie jak w innym życiu. :)
Nie byli jeszcze zbytnio zainteresowani sobą, ale przynajmniej czasem zwracali na siebie uwagę.
Laurka polubiła zabawki Jaśka. Ona koniecznie chciała dotknąć każdego samochodu, sprawdzić jak wszystko działa, jemu się to nie bardzo podobało. Laurka nawet raz oberwała pluszową krową w głowę i swoim zwyczajem zupełnie to zignorowała. Przeszła do ataku wdziękiem. Goga też dzielnie tłumaczyła synowi, że dziewczynka obejrzy i odda.
Pod koniec wizyty Jasiek zaczął ulegać czarowi Laurki - zniknęli w sypialni, gdzie on siedział na łóżku i się przyglądał, a ona pokazywała mu jakieś klocki. Przed wyjściem pozowali razem do zdjęć, a Jasiek bez protestów dawał się obcałowywać.
Dziewczyna zagadała i wyprzytulała chłopaka. Dobrze to wróży przyszłym kontaktom.

miniorki 2011-04-10 23:06:21
skomentuj (1)
Troskliwy dzidź
Laurątko tak słodko mówi: mamusiu, tatusiu, ciociusiu.
Zawsze jest gotowa podzielić się tym co ma.
Podobno dwuletnie dzieci chcą, żeby wszystko było ich. Trzeba je uczyć, żeby się dzieliły. Laura sama z siebie dba o nas.
Zawsze pilnuje, żebyśmy też mieli coś do jedzenia, czy picia. Jarek nalewa sobie herbaty, to natychmiast wyciągnięty paluszek wędruje w stronę mojej szklanki: mamie też.
Mówi też mamusiowi; tatusiowi i mamusiowi. :)
Nie wiem, po kim ona ma takie dobre serduszko. Nie uczyliśmy jej bycia taką dobrą i uczynną. Proszę i dziękuję przyszło jej zupełnie naturalnie.

Laura kocha wszystkie zwierzątka - obcałowuje i przytula wszystkie, które wpadną jej w ręce - żywe, pluszowe i obrazkowe. Całuje na dobranoc ilustacje w książeczkach, wieszaki w łazience, kosz na śmieci w kształcie żaby, a nawet pieska i kotka na pieluchach.
A jak coś jeszcze jest milutkie, to już w ogóle szał. Milutki może być nawet kawałek filcowej podkładki. Mamusia na szczęście też jest milutka. :)

A jak Laura mówi: mamusiu Gabusiu, to już zupełnie się rozpływam. :)
Przez większość czasu Laura jest dzieckiem topiącym serce, ale też powodującym zadyszkę. Nadążyć za jej słowotokiem i małymi nóżkami bywa naprawdę ciężko. Taka słodka kulka energii.


miniorki 2011-04-06 23:14:39
skomentuj (0)
Laurka towarzyska
Laurątko jest niezwykle otwarte na ludzi, mimo tego, że pzebywa przeważnie z opiekunką, a nie w grupie.
Potrafi podbić serce prawie każego.
Poszliśmy do najbliższego sklepu - Laura natychmiast dostała od właścicielki lizaka, stertę komplementów (nawet jej powiedziała, że nigdy tu jeszcze nie zaglądała, bo takiej ślicznej buźki by nie zapomniała), a pani robiąca zakupy zaproponowała jej adopcję (nawet synek nie miał nic przeciwko, tylko zapowiedział, że pokojem się nie podzieli). Przy następnej wizycie Laurka poszła już z panią na huśtawkę, podczas gdy my robiliśmy zakupy. W drugim sklepie zdążyłam się odwrócić, a już jakiś pan grał z nią w kosi, kosi, łapki.
Na spacerze znowu jacyś państwo chcieli zabrać Laurkę. Złapała wózek z ich dzieckiem i przeszła spory kawałek, zanim zdecydowała się wrócić do rodziców.

W sobotę poszliśmy do sąsiadów, na wieczorek zapoznawczy. Już mamy deklarację, że Laurka może z nimi zostać, gdybyśmy chcieli gdzieś na trochę wyskoczyć. Laura była chodzącą słodyczą - przytalała się do ich milutkiej pufy, wchodziłą na kolana, rozdawała buziaki, zagadywała i uśmiechała się.

Większość ludzi nie może wyjść z podziwu, że jest tak kontaktowa, śmiała, bezpośrednia.
Tak zwane "cygańskie dziecko".
Laura kocha cały świat i wierzy, że wszyscy ją pokochają. Jak jej powiedzieć, że nie wszyscy są dobrzy, nie zabijając tej radość z poznawania świata?

miniorki 2011-04-04 14:40:49
skomentuj (0)
Niespodzianka
Po przeprowadzce wyjęliśmy z łóżeczka Laurki szczebelki. Teraz może swobodnie wchodzić i wychodzić z łóżka.
Trochę to chwilowo skomplikowało proces zasypiania. Delikwentka może z wrzaskiem uciekać i twierdzić, że nie jest śpiąca. W związku z tym ważne stało się dokładne zamykanie drzwi. Co prawda stuka w nie tym, co ma akurat pod ręką, ale przynajmniej nie wyjdzie. ;)

Wieczorem problemów nie ma, ale w dzień jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia, że drzemka staje się niepotrzebna, mimo, że oczy się kleją. Kilka minut protestu po zamknięciu i kładzie się sama spać. A przecież może się bawić w pokoju sama.

Wczoraj akurat wieczorem Laura nie miała ochoty usypiać. Trochę pohisteryzowała pod drzwiami, w końcu ucichła. Rano J. mnie zapytał, czy Laura w ogóle śpi w łóżku, czy padła wycieńczona na podłogę. Zajrzałam, grzecznie leżała w łóżku, wyglądała na śpiącą już lekko, więc się wycofałam nie dociągając za sobą drzwi.
Potem kręciliśmy się po dole, od strony Laury nie dochodziły żadne dźwięki.
W końcu przed samym wyjściem J. poszedł na górę po komórkę. Będąc na ostatnim schodku usłyszał "łaaaa". Córeczka się zaczaiła przy balustradzie i wyskoczyła w odpowiednim momencie. Sprytne dziecko postanowiło wykorzystać okazję, cichaczem się wymknąć z pokoju i nastraszyć któregoś z rodziców. Ciekawa jestem jak długo czekała.

miniorki 2011-04-01 22:13:52
skomentuj (1)
Schody
Mijają już trzy tygodnie od naszej przeprowadzki.
Pierwszy tydzień to był szał - Laurka w ogóle nie spała w dzień. Zbyt zajęta była oglądaniem,zaglądaniem w każdy kąt, odwiedzaniem rybek w bawialni i schodami. Schody budziły niekończący się zachwyt.
Któregoś dnia pół dnia spędziła wchodząc po schodach, a potem z nich zjeżdżając. Laura jest towarzyska, więc przeważnie trzeba było zjeżdżać z nią. A poza tym, na szczęście, jest ostrożna i sama do schodów rzadko się zbliża. Woła, że chce wejść, czy zejść i trzeba ją obserwować.
Czasem rodzinnie zjeżdżamy ze schodów, bo jest wezwanie - mama obok, tata obok. :)
Robiliśmy "a kuku" przez barierki, dawaliśmy buziaki w wolnych miejscach, raz nawet się zaklinowała w węższym miejscu.

Teraz zapał wyraźnie ostygł, schody zaczęła traktować użytkowo, nie rozrywkowo.
Nawet wchodzić jej się nie zawsze chce.
Staje na pierwszym, drugim schodku, unosi rączki i mówi: szybciej będzie. :) 

miniorki 2011-03-31 00:00:39
skomentuj (3)